Dziś na tapetę bierzemy dietę warzywno-owocową według zasad dr Dąbrowskiej. Już od kilku lat jest o niej bardzo głośno. Teoretycznie nie jest ona dietą odchudzającą, a leczniczą. Zgubione w trakcie jej trwania kilogramy są wyłącznie “skutkiem ubocznym”. Brzmi cudownie. Zbyt cudownie…

Dieta dr Dąbrowskiej składa się z dwóch etapów. Jej celem jest oczyścić organizm z toksyn poprzez stosowanie się do ściśle rygorystycznych zasad. Zakłada spożywanie wyłącznie nisko skrobiowych warzyw, owoców (maksymalnie ubogich we fruktozę) oraz świeżo wyciśniętych z nich soków. Skierowana jest głownie do osób cierpiących na cukrzycę, alergię, niedoczynność tarczycy oraz wszelkie choroby zwyrodnieniowe. Ma pomóc w pozbyciu się wszystkiego, co zakłóca prawidłowe funkcjonowanie organizmu (stany zapalne, zwapnienia, komórki nowotworowe itp.) i uruchomieniu naturalnego mechanizmu samoleczenia.

Dieta dr Dąbrowskiej z punktu widzenia fitnesski

I teoretycznie, i praktycznie niemożliwe jest żywienie się wyłącznie warzywami i owocami, oraz wykonywanie ciężkich treningów siłowych. Nasz organizm potrzebuje białka, a dokładniej około 1,8-2,2 g na każdy kilogram masy ciała (dla osób regularnie trenujących siłowo), które jest potrzebne do jego prawidłowego funkcjonowania. Niestety najbardziej wartościowe warzywa czy owoce nie są w stanie dostarczyć nam odpowiedniej ilości białka oraz pełnowartościowych węglowodanów. Akimoon na swoim blogu napisała:

Razem z tłuszczykiem pożegnałam mięśnie – tak ciężko wypracowane na siłowni przez wiele tygodni, czy nawet miesięcy 🙁 To chyba najgorszy minus kuracji. Zadziwiające jak szybko mięśnie się „wchłonęły”.

Narzekała również na brak siły podczas kuracji, przez który nie mogła wykonywać jakichkolwiek treningów. Ponadto przeszła bardzo ciężko “kryzys ozdrowieńczy” (ból głowy, nudności, problemy żołądkowe). Należy tutaj zwrócić uwagę, że w słowniku medycznym w ogóle nie istnieje takie pojęcie jak “kryzys ozdrowieńczy”. Wszystkie objawy towarzyszące pierwszym dniom postu są tak naprawdę wynikiem zmiany diety i zaburzeniem homeostazy – organizm po prostu przyzwyczaja się do nowych warunków.

Bardzo niska podaż kalorii a aktywność fizyczna

Trzeba również wziąć pod uwagę liczbę kalorii, które przyswajamy, a także to ile kalorii spalimy podczas treningu. Dieta dr Dąbrowskiej zakłada, iż dziennie powinniśmy spożywać maksymalnie zaledwie 800 kcal. Natomiast podczas treningu siłowego połączonego z krótką sesją treningu interwałowego spalamy nawet 600 kcal albo i więcej! Nasuwa się tu pytanie – gdzie pozostałe potrzebne do normalnego funkcjonowania kalorie? No właśnie…

Sprawdź też: INTERMITTENT FASTING, CZYLI OKRESOWA GŁODÓWKA – HIT CZY KIT?

Jeżeli jesteś zapalonym kulturystą/kulturystką lub po prostu prowadzisz aktywny tryb życia, nie decyduj się na tę dietę. Twojemu ogólnemu samopoczuciu, wydajności treningowej i kondycji mięśni, a może nawet i zdrowiu na pewno nie wyjdzie na dobre odżywianie się według diety dr Dąbrowskiej.

Obsesja na punkcie bycia fit

Poprzez modę na bycie fit & healthy zapominamy, że nie ma jednego leku, jednej magicznej diety, która zadziała na Ciebie tak dobrze, jak na Twoją koleżankę, chłopaka czy nawet kota. Każdy jest inny, ma inne zapotrzebowanie na dane składniki pokarmowe, a także inne preferencje oraz styl życia. Należy również wziąć tu pod uwagę wszelkie nietolerancje pokarmowe.

Czy przy nietolerancji laktozy jest sens bycia na diecie, która zakłada przyjmowanie maksymalnie 800 kalorii w postaci warzyw i owoców? Nie ma najmniejszego sensu! Tutaj idealnym rozwiązaniem byłoby po prostu wyeliminowanie nabiału z diety. Pamiętajcie, nieważne na co w danym momencie panuje moda – dieta powinna być układana indywidualnie!

Nie chcę krytykować samego systemu odżywiania się według założeń dr Dąbrowskiej. Śmiem jednak twierdzić, że można odchudzać się i leczyć na wiele innych – zdrowszych, sposobów, nie popadając przy tym w skrajności.

Zobacz też: MAKARON NA DIECIE REDUKCYJNEJ – JEŚĆ CZY OMIJAĆ SZEROKIM ŁUKIEM?

>